Podpowied藕

Mistrz, cz臋sto wypytywany (na r贸偶ne sposoby) przez wielu PT Ciekawskich (spoza Szko艂y ZEN Saute) o instytucj臋 egzaminu, wprowadzon膮 do regulaminu szkoly - sformu艂owa艂 kr贸tkie tego偶 punktu obja艣nienie:

 "W literaturze buddyjskiej, znale藕膰 mo偶na liczne opowie艣ci o tym, jak to do lokalnego autorytetu zen, w Chinach lub Japonii, przybywa oto kto艣 z dalekiej, chrze艣cija艅skiej Europy, z pro艣b膮 o przyj臋cie go na nauk臋, do tamtejszego klasztoru (szko艂y, spo艂eczno艣ci, sanghi, itp.).

Opowie艣ci te z regu艂y maj膮 nast臋puj膮cy schemat:

Proszony (np. opat, z uprzejmo艣ci zainteresowany pro艣b膮), prosi z kolei prosz膮cego, a to: o podanie przeze艅, przyk艂adowo, kilku g艂贸wnych zasad, kt贸rymi - w Europie - winni kierowa膰 si臋 ludzie, w my艣l macierzystej religii, panuj膮cej w ojczy藕nie kandydata.

Po us艂yszeniu od przybysza paru takich 藕r贸d艂owych zalece艅, np. wyrecytowanych dziesi臋ciu przykaza艅,  lub zwrot贸w typu "Mi艂uj bli藕niego swego, jak siebie samego",
czy "Jak ci臋 uderz膮 w jeden policzek, to nadstaw drugi", oraz "Kochajcie waszych nieprzyjaci贸艂 i m贸dlcie si臋 za tych, kt贸rzy was prze艣laduj膮" - nauczyciel odmawia kandydatowi dalszych negocjacji, stwierdzaj膮c, 偶e do w艂a艣ciwego 偶ycia wystarcz膮 przybyszowi, w zupe艂no艣ci, owe zas艂yszane - dopiero co - chrze艣cija艅skie regu艂y.

Podaj臋, dla przyk艂adu, skierowan膮 do ucznia - odmow臋 Gozana, kt贸r膮 cytuj臋 za Henri Brunel'em, ze zbioru "U艣miech Buddy - Humor ZEN" (Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2004, str. 166), z opowiadania pt. "Chrze艣cija艅ski ucze艅":

 > ... Wspaniale! - rzek艂 mistrz. - Kieruj si臋 tym, co jest napisane w Biblii chrze艣cijan. 
      Moja nauka nie jest ci potrzebna.    I to powiedziawszy, wycofa艂 si臋 z u艣miechem. ...<

O co tu chodzi? Po co pytaj膮cemu (azjatyckiemu nauczycielowi) informacje o innej doktrynie, obowi膮zuj膮cej w Europie, w jak偶e odleg艂ym, od Japonii (lub Chin), kraju?

Ot贸偶 - po nic. Pytaj膮c, Gozan zmierza bowiem tylko do rozpoznania samodzielno艣ci umys艂owej potencjalnego ucznia, a nie - do pog艂臋bienia swej wiedzy o Starym i Nowym Testamencie...

Gozan pragnie mo偶liwie szybko ustali膰 to, czy pretendent da aby sobie rad臋 w nowym, jak偶e odmiennym 艣rodowisku, czy te偶 - niestety nie, i 偶e (z pewno艣ci膮) jeszcze sobie z tym uczniostwem jednak nie poradzi...

Innymi s艂owy, Gozan przeprowadza po prostu zwyk艂y egzamin wst臋pny.

Pytaj膮c - Gozan dokonuje, u adepta, swoistego pomiaru, a mianowicie:
mierzy inteligencj臋 i powag臋 rozm贸wcy, oraz bada jego determinacj臋, do wkroczenia
na drog臋, kt贸ra - teoretycznie - zawiedzie ucznia do celu, tj. do osi膮gni臋cia przeze艅 stanu o艣wiecenia.

Gozan oczekuje interesuj膮cej, cho膰by nader zwi臋z艂ej, ale - oryginalnej, jak to si臋 teraz m贸wi: "autorskiej" wypowiedzi, na tyle intryguj膮cej, by da膰 temu cz艂owiekowi mocno tym uzasadnion膮 szans臋: na inne 偶ycie, na 偶ycie u boku mistrza, na kt贸rym mu tak bardzo zale偶y.

Nic wi臋c dziwnego w tym, 偶e us艂yszawszy tylko banalne odpowiedzi (formu艂ki), kt贸re - jako niew膮tpliwie s艂uszne - s膮 (w tej, czy innej formie) powszechnie i tak na ca艂ym 艣wiecie akceptowane, Gozan traci zainteresowanie:

urywa rozmow臋, wycofuje si臋, pozostawiaj膮c biedaka samemu sobie...

Mo偶na tu znale藕膰 daleko id膮ce analogie,
z modnym obecnie prowadzaniem sze艣ciolatk贸w do wyspecjalizowanej  przychodni,
w kt贸rej do艣wiadczeni psychologowie dzieci臋cy, na podstawie paru prostych test贸w,
ustalaj膮, czy dane dziecko mo偶e ju偶 by膰 - z powodzeniem -  skierowane do pierwszej klasy szko艂y podstawowej,
czy te偶 jednak - nie, bo jeszcze "nie doros艂o", i nie da sobie rady;
wi臋c lepiej b臋dzie (dla wszystkich) jak - bez zmian, o ten jeden rok d艂u偶ej - nadal, beztrosko, pobawi si臋 na podw贸rku, np. w piaskownicy.

Podobnemu (badawczemu) celowi s艂u偶y lektura emailowych pr贸艣b, kierowanych do Mistrza - w Szkole ZEN Saute, oraz - rozmowa kwalifikacyjna, prowadzona przez Mistrza, decyduj膮ca o uczestnictwie w Szkole ZEN Saute.

A poniewa偶 ja (Mistrz), jako europejczyk w ka偶dym calu, nie pytam adept贸w
o znane mi przecie偶 (cz臋sto na pami臋膰) cytaty z Biiblii (Ewangelii),
to zwracam uwag臋 jedynie na dojrza艂o艣膰 wypowiedzi, i na poprawno艣膰 j臋zykow膮 tej偶e.

I na tej podstawie decyduj臋: przyj膮膰, lub - odm贸wi膰.

Je艣li wi臋c kto艣 m贸wi nie o aktualiach, nie o sobie, i nie o w艂asnych rozterkach (przemy艣leniach), i nie dowodzi Mistrzowi wr臋cz konieczno艣ci dopisania tego w艂a艣nie rozm贸wcy do listy uczni贸w,

ale - niejako "w zast臋pstwie" - szablonowo rozwodzi si臋 np. o potrzebie wyciszenia, o siedzeniu w pozycji lotosu, o znudzeniu 偶yciem, o ch臋ci wyrwania si臋 z na艂og贸w, o apetycie na "co艣 nowego", o metodach medytacji, o ezoteryce, o erze Wodnika, o zainteresowaniu literatur膮 buddyjsk膮, o podziwie dla surowego pi臋kna (architektury) 艣wi膮ty艅 zen, etc.,

a jeszcze do tego, i cz臋sto, i b艂臋dnie  - a zawsze: nieprawid艂owo! (bo bez zrozumienia), u偶ywa s艂贸w, i zwrot贸w, takich, jak:

Tysi膮ce ludzi ucieka艂y przed napa艣ci膮.
Zamiast poprawnie:
Tysi膮ce ludzi ucieka艂o przed napa艣ci膮.
----------
Prawda jest taka, 偶e na lewo od mostu stoi pomnik.
Zamiast poprawnie:
Prawd膮 jest to, 偶e na lewo od mostu stoi pomnik
---------
W mojej opinii, Stalin i Hitler s膮 odpowiedzialni za ludob贸jstwo.
Zamiast poprawnie:
Wed艂ug mnie, Stalin i Hitler s膮 odpowiedzialni za ludob贸jstwo.
Lub:
S膮dz臋, 偶e Stalin i Hitler s膮 odpowiedzialni za ludob贸jstwo.
Lub:
Podzielam opini臋 historyk贸w co do tego, 偶e Stalin i Hitler s膮 odpowiedzialni za ludob贸jstwo.
Lub:
Moim zdaniem, Stalin i Hitler s膮 odpowiedzialni za ludob贸jstwo.
---------
Powiem tak: Reforma cen nie da tu niczego nowego.
Zamiast poprawnie:
Uwa偶am, 偶e reforma cen nie da tu niczego nowego
----------
Serce cz艂owieka tak naprawd臋 jest po艂o偶one w lewej cz臋艣ci cia艂a.
Zamiast poprawnie:
Serce cz艂owieka jest prawie zawsze po艂o偶one w lewej cz臋艣ci cia艂a.
-----------
Czy Pani s膮dzi, 偶e postawa Hitlera doprowadzi艂a do wojny?
Dok艂adnie.
Zamiast poprawnie:
Tak
Lub:  Oczywi艣cie.
-----------
Czy ma Pani wiedz臋 o deszczu, kt贸ry we wtorek pada艂 w Warszawie?
Zamiast poprawnie:
Czy wie Pani co艣 o deszczu, kt贸ry we wtorek pada艂 w Warszawie?
-----------
Czy - wed艂ug Pani – ka偶da lewa noga jest, u ludzi, po艂o偶ona zawsze po lewej stronie cia艂a?
Niestety, nie mam takiej wiedzy.
Zamiast poprawnie:
Niestety, tego nie wiem.
Lub:  Nie jestem specjalist膮, wi臋c nie mog臋 odpowiedzie膰 autorytatywnie.
-------------------------------
Kredyt we franku szwajcarskim ju偶 nie cieszy si臋  tak膮 popularno艣ci膮, jak par臋 lat temu.
Zamiast poprawnie: 
Kredyty we frankach szwajcarskich ju偶 nie ciesz膮 si臋  tak膮 popularno艣ci膮, jak par臋 lat temu.
------------
Jest wyrok w sprawie mordercy.
Zamiast poprawnie:    
Zapad艂 wyrok w sprawie mordercy.
-------------
Jest porozumienie co do cen gazu.
Zamiast poprawnie: 
Osi膮gni臋to porozumienie co do cen gazu.
------------
Ta folia jest dedykowana do urz膮dze艅 termicznych.
Zamiast poprawnie: 
Ta folia jest przeznaczona do stosowania w urz膮dzeniach termicznych.

Bowiem:
W polszczy藕nie, „dedykowa膰” znaczy „ofiarowa膰 co艣, w podzi臋ce, lub z szacunku, pewnej osobie, lub grupie os贸b”.
Np. „Ksi膮偶k臋 t臋 dedykuj臋 mej Ukochanej Matce”
-------------
Ka偶dy, kto ma gospodarstwo rolne, mo偶e aplikowa膰 w ANR o tak膮 dotacj臋.
Zamiast poprawnie: 
Ka偶dy, kto ma gospodarstwo rolne, mo偶e ubiega膰 si臋 w ANR o tak膮 dotacj臋.

Bowiem:
W polszczy藕nie, „aplikowa膰” znaczy „podawa膰 komu艣 co艣”, najcz臋艣ciej - lekarstwo, np.:
„Matka zaaplikowa艂a kaszl膮cemu dziecku solidn膮 porcj臋 syropu z prawo艣lazem”;

(i tak dalej, i dalej, bez ko艅ca...kapusta kwaszona, zamiast: kiszona;
na chwil臋 obecn膮, zamiast: obecnie, lub: teraz; dwa znaczki za 2 z艂, zamiast: dwa znaczki po 2 z艂; ... etc.)

to taki kto艣, mimo swoich niew膮tpliwie subiektywnie wa偶nych (jakie by one nie by艂y) potrzeb, i racji, niestety nie mo偶e  by膰, przeze mnie - przyj臋tym do Szko艂y ZEN saute.

Musi, na jaki艣 czas, pozosta膰 jeszcze w przedszkolu.

By rozproszy膰 zwi膮zane z tym  wszystkim (tu: z egzaminem wst臋pnym) wszelkie w膮tpliwo艣ci, opublikujcie t臋 wyk艂adni臋 tam, gdzie 艂atwo b臋dzie dost臋pna dla tych, kt贸rzy - via Szko艂a ZEN Saute - szukaj膮, dla samych siebie, duchowej drogi wyzwolenia, tj. pewnego (indywidualnie dobranego) wyj艣cia z matni Wsp贸艂czesno艣ci."

Tak rzek艂 Mistrz, i uda艂 si臋 na spoczynek, bo by艂o ju偶 grubo po p贸艂nocy.

Tedy, zabiegaj膮c o kontakt z Mistrzem, i/lub przygotowuj膮c si臋 do ew. rozmowy z Mistrzem, trzeba po prostu mie膰 na uwadze ca艂o艣膰 Jego powy偶szej wypowiedzi, a to po to, aby unikn膮膰, w miar臋 mo偶liwo艣ci, prostych b艂臋d贸w j臋zykowych i/lub zwyk艂ych nieporozumie艅 przedmiotowych.



Dodano: 2015-10-11 18:26:46

Diagnoza

Mistrz, kt贸ry uwa偶a cadyk贸w (przyw贸dc贸w 偶ydowskich wsp贸lnot chasydzkich) za mistrz贸w swoistego "judaizmu zen", (poprzez podobie艅stwo, a nie - w opozycji, do terminu "buddyzm zen"), kwitn膮cego w Polsce w XVIII i XIX wieku, zapytany o najwa偶niejsz膮, wg Niego, opowie艣膰 ze zbioru "Opowie艣ci chasyd贸w" (Martin Buber, "W drodze", Pozna艅 1989), natychmiast wskaza艂 na "Zabaw臋 w chowanego" (op. cit., s. 100), zwi膮zan膮 z Rabbim Baruchem z Mi臋dzybo偶a (ur. 1757 - zm. 1811).

A oto, w ca艂o艣ci, 贸w kr贸tki tekst, jak偶e mocno, i zdecydowanie, wyr贸偶niony przez Mistrza:

 ... Wnuk rabbiego Barucha, ma艂y Jechiel, bawi艂 si臋 kiedy艣 z pewnym ch艂opcem w chowanego. Ukry艂 si臋 jak najstaranniej i czeka艂, a偶 tamten zacznie go szuka膰. Czeka艂 d艂ugo nadaremnie, wreszcie wyszed艂 ze swojej kryj贸wki, ale tamtego nie by艂o wida膰.

I wtedy Jechiel zrozumia艂, 偶e 贸w ch艂opiec wcale go nie szuka艂.

Tak si臋 tym zasmuci艂, 偶e zacz膮艂 p艂aka膰, p艂acz膮c pobieg艂 do izby dziadka i poskar偶y艂 si臋 na z艂ego towarzysza zabawy. 艁zy stan臋艂y rabbiemu Baruchowi w oczach i powiedzia艂:

"Tak m贸wi te偶 B贸g: <Ukrywam si臋, ale nikt mnie nie szuka>." ...

Uzasadniaj膮c sw贸j wyb贸r, Mistrz doda艂:

Oboj臋tno艣膰 wobec Wieczno艣ci, zaniechanie poszukiwa艅 istoty spraw, oraz ca艂kowite (samolubne) oddawanie si臋 wy艂膮cznie w艂asnym przyjemno艣ciom, z jednoczesnym lekcewa偶eniem swoich bli藕nich i swoich zobowi膮za艅 - to chroniczna, i nieuleczalna choroba, trapi膮ca ludzko艣膰 we wsp贸艂czesno艣ci.

Ta w艂a艣nie dramatyczna diagnoza ukryta jest w pozornie b艂ahej historyjce, tej o wnuczku rabbiego Barucha...

Uwa偶nemu czytelnikowi opowie艣膰 ta powinna da膰 jednak jeszcze sporo do my艣lenia, nie tyle o zawartej tam gro藕bie (nieuleczalno艣膰 z uporem nawracaj膮cej choroby), co o nasuwaj膮cej si臋 potrzebie dzia艂ania, a mianowicie: o pilnej potrzebie znalezienia ukrytego wyj艣cia, wyj艣cia z tej - zdawa艂oby si臋 - ca艂kowicie beznadziejnej sytuacji.

I pomy艣le膰, zako艅czy艂 Mistrz, 偶e to a偶 tyle, najistotniejszych (od zawsze, i dla ka偶dego) tre艣ci, odczyta膰 mo偶na z jak偶e lakonicznego zdania, tj. z kr贸tkiej refleksji Rabbiego Barucha, kt贸r膮 to refleksj臋 Mistrz zacytowa艂 - dla utrwalenia - ponownie:

 "Tak m贸wi te偶 B贸g: <Ukrywam si臋, ale nikt mnie nie szuka>."

 



Dodano: 2015-10-11 17:44:17

Sine qua non

Chc膮c przyj艣膰 z pomoc膮, Tym nielicznym, kt贸rzy pragn膮 porz膮dku w nazewnictwie, stosowanym do opisu poj臋膰 pierwotnych, Mistrz sformu艂owa艂 nast臋puj膮c膮 nauk臋:

"Musi by膰 co艣, czego nie mo偶na unicestwi膰.

W przeciwnym razie, niczego by nie by艂o.

Spomi臋dzy termin贸w, kt贸rymi mo偶na by te niezniszczalne "co艣'" nazwa膰
(takich, jak np. B贸g, Energia, Duch, Absolut, Demiurg, Brahman, Gurgla, X, itd.),
wybrano - na u偶ytek Szko艂y ZEN Saute - termin: B贸g.

Tak wi臋c, B贸g jest.
 
I tylko B贸g jest.

Skoro jest, to jest zawsze, wsz臋dzie, i bez skazy (wieczny, niesko艅czony, kompletny).

Niczego innego nie ma.

To, czego nie ma, to 艣wiat.

艢wiat istnieje.

Czym innym jest "by膰", a czym innym "istnie膰".

B贸g jest tw贸rc膮 艣wiata.

Proces tworzenia 艣wiata jest wieczny (jak wszystko, czym "zajmuje si臋" B贸g).

Wynika z tego, 偶e 艣wiat jest tworzony, wci膮偶 i wci膮偶 na nowo, wiecznie.

Wynika z tego te偶 i to, 偶e 艣wiat nie ma pocz膮tku, ani ko艅ca.

Skoro proces tworzenia 艣wiata jest wieczny, to musi (wraz z tworzeniem) zachodzi膰 tak偶e i wieczny proces unicestwiania 艣wiata.

Gdyby tak nie by艂o, to albo 艣wiat zosta艂by ostatecznie stworzony,
albo 艣wiat zosta艂by ca艂kowicie unicestwiony.

W pierwszym przypadku, B贸g musia艂by zako艅czy膰 swe wieczne dzie艂o,
a w drugim – B贸g nie m贸g艂by rozpocz膮膰 swego wiecznego dzie艂a.

W obu przypadkach pojawi艂aby si臋 sprzeczno艣膰, z przyj臋tym na wst臋pie aksjomatem,
tym o wiecznym charakterze Boga.

Aby nie dopu艣ci膰 do sprzeczno艣ci, trzeba przyj膮膰, 偶e B贸g przejawia si臋 w dw贸ch postaciach:

jako Konstruktor – wieczny tworzyciel,

ale i jako Destruktor – wieczny niszczyciel.

Tworzenie, i unicestwianie, to r贸wnoczesne – wieczne - przekszta艂cenia:
niczego we wszystko, wszystkiego w nic.

Pomi臋dzy procesem tworzenia a procesem unicestwiania - nie mo偶e z kolei istnie膰 stan nier贸wnowagi, wiod艂oby to bowiem do tej samej, co wcze艣niej, sprzeczno艣ci:

przewaga Konstruktora oznacza艂aby koniec aktywno艣ci Boga,
a przewaga Destruktora – oznacza艂aby niemo偶no艣膰 rozpocz臋cia aktywno艣ci Boga.

Trzeba wi臋c przyj膮膰, 偶e B贸g przejawia si臋 tak偶e i w trzeciej postaci:

jako CZ艁OWIEK – wieczny regulator 艣wiata.

Czym innym jest boski CZ艁OWIEK, a czym innym – 偶ywe cia艂o ludzkie (w ca艂ej swej z艂o偶ono艣ci), jakkolwiek te偶 - potocznie - nazywane "cz艂owiekiem"

Istot膮 CZ艁OWIEKA jest utrzymywanie Konstruktora i Destruktora w stanie r贸wnowagi.

Tak wi臋c, pomi臋dzy procesami tworzenia i unicestwiania 艣wiata,
pojawia si臋 na sta艂e trzeci z wiecznych proces贸w:
istnienie CZ艁OWIEKA, czyli 偶ycie.

呕ycie to utrzymywanie dynamicznej r贸wnowagi funkcjonalnej pomi臋dzy boskimi ekstremami.

呕ycie polega na wiecznym odwracaniu wiecznych, wzajemnych oddzia艂ywa艅 Konstruktora i Destruktora: w efekcie, niszczenie wiedzie do budowy (nowego), a odbudowie towarzyszy niszczenie (starego).

Reasumuj膮c:

B贸g jest. I tylko B贸g jest.

Boskie JEST to stan bez pocz膮tku i ko艅ca, bez przyczyny i skutku, niczym nieograniczony.

Niczego innego nie ma. To, czego nie ma, to 艢wiat. 艢wiat istnieje.

B贸g to wieczna niezmienno艣膰, a 艢wiat to wieczna zmienno艣膰.

M贸wi膮c zwi臋藕le, a obrazowo:

B贸g to ekran, emanuj膮cy filmem o Konstruktorze, Destruktorze, i o CZ艁OWIEKU.

艢wiat to nico艣膰, w kt贸rej (na trzy sposoby) przejawia si臋 B贸g:
jako Konstruktor - tworzy, jako CZ艁OWIEK - 偶yje, jako Destruktor – unicestwia.
Istnienie 艢wiata to – po prostu - przejawianie si臋 trzech postaci Boga".

Na koniec, Mistrz doda艂:

"Nie mo偶na, bez popadania w sprzeczno艣膰, przeprowadzi膰 innego,
ni偶 podobne do tu przedstawionego, wnioskowania dedukcyjnego".

St膮d te偶 w艂a艣nie wzi臋to pomys艂 na tytu艂 dzisiejszej Jego wypowiedzi.

 



Dodano: 2009-01-10 02:15:19

Mi艂e z艂ego pocz膮tki

        

         Mistrz, indagowany wielokrotnie o interpretacj臋 tak wa偶kich dla wsp贸艂czesno艣ci poj臋膰, jak: pieni膮dze, polityka, i w艂adza, opowiedzia艂 razu pewnego nast臋puj膮c膮 historyjk臋 (zastrzeg艂 si臋 przy tym, 偶e t臋 problematyk臋 mo偶na zilustrowa膰 tak偶e i innymi, zapewne nawet bardziej dowcipnymi, przypowie艣ciami, i 偶e ta, kt贸r膮 w艂a艣nie tu nam opowiada, jest tylko jedn膮 z wielu, bardzo wielu, mo偶liwych do wymy艣lenia na ten temat, przez ka偶dego innego: wnikliwego obserwatora, lub pomys艂owego dydaktyka):

 

         "Dawno, dawno temu, 偶y艂o sobie plemi臋 Umba Umba.

          

         Umbowianie cieszyli si臋 naturalnym sposobem 偶ycia, polegaj膮cym na braku zakaz贸w i nakaz贸w: mieli do艣膰 czasu i na sen i na ulubione przyjemno艣ci, dbaj膮c przede wszystkim - w zgodzie ze swoim zdrowym rozs膮dkiem, i z fizjologi膮 - o swoje dobre samopoczucie, i o rozwijanie swoich talent贸w, a nast臋pnie, i przy okazji, tak偶e o swoje domostwo, o rodzin臋, i o s膮siad贸w.

                  

         Umbowianie nie posiadali wi臋c nadmiernych zapas贸w niczego, i nie gromadzili rzeczy bezu偶ytecznych:

 

         Je艣li kt贸ry艣 z nich czego艣 potrzebowa艂, czego nie m贸g艂 - z braku umiej臋tno艣ci, lub z braku dost臋pu - samemu prze偶y膰, zdoby膰, lub wytworzy膰, to po prostu prosi艂 innego Umbowiana o to, aby ten, stosownie do swoich mo偶liwo艣ci (talentu, wiedzy, zapas贸w lub autorytetu, etc.), obdarowa艂 potrzebuj膮cego owym deficytowym, po偶膮danym aktualnie dobrem.

 

         Je艣li prosz膮cy by艂 lubiany, to owe co艣 od proszonego dostawa艂.

 

         Je艣li nie, to nie dostawa艂...

 

         Lubianym, kt贸rzy stanowili zdecydowan膮 wi臋kszo艣膰, 偶y艂o si臋 wi臋c wyra藕nie lepiej, ni偶 grupce nielubianych, za艣 owi nielubiani byli - w tak偶e naturalny zreszt膮 spos贸b - silnie eliminowani ze spo艂eczno艣ci Umbowian (nielubiani mieli trudno艣ci w znalezieniu partnera, rodzi艂o ich si臋 mniej, gorzej si臋 od偶ywiali i gorzej mieszkali, w chorobie i niedostatku byli osamotnieni, co - w sprz臋偶eniu - powodowa艂o narastanie u nich kolejnych trudno艣ci 偶yciowych, itd., itd.).

 

         Jest rzecz膮 jasn膮 to, 偶e ten naturalny stan rzeczy, korzystny dla lubi膮cej si臋 wi臋kszo艣ci, nie podoba艂 si臋 - i to bardzo - jedynie samym nielubianym, jako 偶e dla nich, nielicznych, by艂 ten stan stanem nie tyle tylko przykrym, ile wprost nader gro藕nym: prowadzi艂 przecie偶, w praktyce, do ich ca艂kowitej (fizycznej) eksterminacji...

 

         Nie by艂o wi臋c niczego dziwnego w tym, 偶e najinteligentniejsi z nielubianych postanowili, w trosce o w艂asn膮 sk贸r臋, zmieni膰 sytuacj臋, w kt贸rej si臋 znale藕li, z niekorzystnej - na korzystn膮.

 

         I, co ciekawe, uda艂o im si臋 to ca艂kowicie.

        

         Jak do tego dosz艂o?

 

         Ot贸偶, nielubiani nam贸wili Umbowian - wpierw jednego, potem kilku, a nast臋pnie wszystkich - do podj臋cia nienaturalnych wysi艂k贸w, wiod膮cych albo do zgromadzenia nadmiernych zapas贸w, albo do nadmiernego wyspecjalizowania si臋.

 

         Tak by艂o np. z Urumb膮 (s艂yn膮cym z wyrobu narz臋dzi), kt贸ry - za namow膮 nielubianego Bumbla - zrobi艂 dodatkowo siekier臋, cho膰 nikt ze znajomych Urumby o t臋 extra siekier臋 wcze艣niej jeszcze Urumby nie poprosi艂...

 

         Podobnie uda艂o im si臋 z Ulmem (bieg艂ym w ba艣niach, i w grze na fujarce), kt贸ry - nak艂oniony przez innego, nielubianego Brolla - nauczy艂 si臋 gra膰 tak偶e i na tamburinie, a nawet: 艣piewa膰 falsetem, cho膰 nikt go o ten nowy repertuar - jak dot膮d - w og贸le nie poprosi艂...

 

         Przekonano te偶 i Ulupa (rolnika, znawc臋 upraw), do obsiania zbo偶em jeszcze i tej ma艂ej 艂膮czki, le偶膮cej od艂ogiem tu偶 za jego stodo艂膮; skutkiem czego, w komorze Ulupa, pojawi艂 si臋 niebawem p臋katy w贸r nikomu niepotrzebnego owsa...

 

         I tak dalej, i tak dalej.

 

         Nielubiani, systematycznie dzia艂aj膮c pochlebstwami ("Ach, jak pi臋knie opowiadasz i grasz; ale, mo偶esz by膰 podziwiany jeszcze bardziej - spr贸buj wi臋c czego艣 nowego, np. 艣piewu, lub b臋benka z dzwoneczkami!...") i zagro偶eniami ("Powiniene艣 mie膰 o  jedn膮 siekier臋 wi臋cej! Co by by艂o, gdyby Ci si臋 ta stara zawieruszy艂a, a tu mr贸z 艣ci艣nie znienacka? Czym por膮biesz drewno na opa艂?..."),

 

         doprowadzili w ko艅cu do tego, 偶e ka偶dy z lubi膮cych si臋 Umbowian niekorzystnie zadysponowa艂 cz臋艣ci膮 swojej mocy 偶yciowej, wskutek czego ka偶dy z nich:

 

         1) mia艂 czego艣 tam troch臋 w nadmiarze, cho膰 tego aktualnie wcale nie potrzebowa艂,

 

         2) r贸wnocze艣nie odczuwaj膮c dotkliwy niedob贸r czego艣 zupe艂nie innego, czego zdobycia lekkomy艣lnie kiedy艣 tam samemu nieodwracalnie zaniedba艂 (w艂a艣nie zdobywaj膮c w贸wczas inne, zgo艂a - jak si臋 potem w praktyce 偶yciowej okaza艂o - niepotrzebne rzeczy lub umiej臋tno艣ci).

 

         Tak wi臋c, za spraw膮 podst臋pu nielubianych, zdezorientowani Umbowianie znale藕li si臋 nagle, na sta艂e, w nowej, trudnej, i ca艂kowicie nienaturalnej sytuacji, powielanej po dzi艣 dzie艅, wci膮偶 na nowo, w ka偶dej - niestety - ziemskiej wsp贸艂czesno艣ci:

 

         A) oto bowiem posiedli ju偶 wiele towar贸w, tj. bezu偶ytecznych rzeczy i umiej臋tno艣ci, kt贸re by ch臋tnie zamienili - na inne, potrzebne im akurat dobra r贸偶nego rodzaju (ale, jak na z艂o艣膰, posiadane, te偶 w charakterze towaru, przez innych...);

 

         B) jeszcze jednak nie znali - bo i sk膮d? - metodologii efektywnego post臋powania z tymi k艂opotliwymi nadwy偶kami, owocami w艂asnej nadgorliwo艣ci (by nie rzec: lekkomy艣lno艣ci...), zdobytymi kosztem jeszcze bardziej k艂opotliwych niedobor贸w;

 

         Sytuacja ta jest dlatego nienaturalna (tj. bez odpowiednika w naturze), poniewa偶 Umbowianie pracowicie zdobywaj膮 w niej r贸偶ne rzeczy tylko po to, aby si臋 ich zaraz potem, po zdobyciu, r贸wnie pracowicie - pozby膰, lub pozbywa膰 (przypomina to kar臋, polegaj膮c膮 na ci膮g艂ym wykopywaniu i zasypywaniu, nikomu niepotrzebnych, bezu偶ytecznych dziur w ziemi...).

 

         Istot膮 tej nowej sytuacji jest powszechna potrzeba dokonywania zamiany  - towaru w艂asnego na inne, 艣ci艣le okre艣lone towary cudze, r贸偶nego rodzaju:

 

         Ka偶dy w niej d膮偶y bowiem nie tyle tylko do pozbycia si臋 w og贸le nadmiaru w艂asnych bezu偶ytecznych rzeczy, ile do ci膮g艂ego zamieniania tych偶e na cudze: na r贸偶ne inne, ale u偶yteczne, a wi臋c tylko takie, kt贸re s膮 - temu pierwszemu - po prostu, tu i teraz, niezb臋dne (subiektywnie) do 偶ycia.

 

         Niestety, Umbowianie nie znali jeszcze sposobu, kt贸ry by im umo偶liwia艂 艂atwe dokonywanie coraz bardziej licznych, koniecznych, r贸wnoczesnych, powszechnych przekszta艂ce艅:

 

         - po偶膮danego cudzego, we w艂asne;

 

         - a niepotrzebnego w艂asnego, w cudze.

 

         M贸wi膮c kr贸tko, nie mieli odpowiedniego do tego narz臋dzia.

 

         Wtedy wybi艂a godzina Nielubianych.

 

         Nielubiani, kt贸rzy dot膮d ledwie egzystowali na marginesie Umbowian, 艣wietnie orientowali si臋 w opisanej tu sytuacji, bowiem sami do niej wszystkich (lubi膮cych si臋) doprowadzili.

 

         A poniewa偶 uprzednio, z nud贸w - szwendaj膮c si臋 po r贸偶nych, cz臋sto bardzo odleg艂ych, egzotycznych terytoriach, nagromadzili - jak sroki - sporo bezu偶ytecznych b艂yskotek, w tym mn贸stwo wyp艂ukanego ze strumieni z艂otego piasku, i wiele kolorowych kamyczk贸w, to postanowili TERAZ wymieni膰 te swoje ca艂kowicie bezu偶yteczne zasoby na jak偶e im - wci膮偶 na nowo - potrzebne rzeczy: na odzie偶, narz臋dzia, lekarstwa, 偶ywno艣膰, i na inne, niedost臋pne im dot膮d, zachcianki i przyjemno艣ci.

 

         Zamiar, powzi臋ty przez nielubianych, zdawa艂 si臋 zrazu czym艣 niewykonalnym:

 

         Kt贸偶 bowiem, b臋d膮c przy zdrowych zmys艂ach, odda np. worek zbo偶a, lub nawet konia, za garstk臋 z艂otego proszku, lub za zielony kamyczek?

 

         Po c贸偶 komu ten z艂oty piasek? Na co si臋 przyda kolorowe szkie艂ko? Czy da si臋 je zje艣膰 w chwili g艂odu? Czy uleczy kogo艣 z choroby? Czy mo偶na nim za艂ata膰 dziur臋 w dachu? Czy mo偶na si臋 nimi obroni膰 przed rozw艣cieczonym zwierz臋ciem?...

 

         Nielubiani zdawali sobie spraw臋 z tej trudno艣ci, i po prostu z niemo偶liwo艣ci bezpo艣redniego zamieniania ich b艂yskotek na wszelkie inne, niezb臋dne im do 偶ycia produkty.

 

         Nie mog膮c przeskoczy膰 p艂otu, postanowili go obej艣膰.

 

         Marsz nielubianych, omijaj膮cych przeszkod臋, m贸g艂 wygl膮da膰 nast臋puj膮co:

 

Urumba ma siekier臋, ale potrzebuje owsa.

 

Ulup ma owies, ale rozgl膮da si臋 za cielakiem.

 

Umbul ma cielaka, ale nie ma garnka.

 

I tak dalej, i tak dalej...

 

Urumbie powiedzieli, 偶e znaj膮 takiego, kt贸ry odda owies, ale - za garstk臋 z艂otego piasku.

 

Urumba nie uwierzy艂, wi臋c - by go przekona膰 - po偶yczyli mu po prostu t臋 garstk臋, i kazali poczeka膰.

 

Ulupowi powiedzieli, 偶e znaj膮 takiego, kt贸ry odda cielaka, ale... za garstk臋 z艂otego piasku.

 

Ulup uwierzy艂, i si臋 zafrasowa艂: Sk膮d bowiem mia艂by wzi膮膰 ow膮 garstk臋 z艂ota?

 

Wtedy mu powiedzieli, 偶e te z艂oto mo偶e - ale za worek owsa! - zaraz dosta膰 od niejakiego Urumby.

 

Ulup pobieg艂 do Urumby, i rzeczywi艣cie: od zdumionego Urumby dosta艂 potrzebn膮 mu garstk臋 z艂ota, pozbywaj膮c si臋 - z ulg膮 - ci臋偶kiego worka z niepotrzebnym owsem.

 

Czy ju偶 wiecie, kogo - po powrocie od Urumby - zasta艂 Ulup na progu swego domostwa?

 

Czeka艂 na艅 - rzecz jasna, Umbul... W艂a艣nie przyprowadzi艂 on bowiem Ulupowi cielaka, w nadziei na otrzymanie garstki z艂otego proszku (powiedziano mu bowiem wcze艣niej, 偶e niejaki Untal ma garnki, ale oddaje je tylko za ma艂e szczypty z艂ota...).

 

I tak dalej, i tak dalej...

 

Kiedy po paru miesi膮cach, w czasie kt贸rych Urumba kilka razy ju偶 pos艂u偶y艂 si臋 z艂otem (zrobi艂 wiele nowych siekier, wymieniaj膮c je wpierw na z艂oto, a potem - wymieniaj膮c owe z艂oto na inne, potrzebne mu rzeczy: mi贸d, sukno, i buty) - w domu Urumby ponownie pojawili si臋 nielubiani (m.in. po odbi贸r po偶yczki), to w zachowaniu Urumby nawet 艣ladu nie by艂o po dawnej do nich niech臋ci i nieufno艣ci!

 

Wr臋cz przeciwnie - pojawi艂a si臋 s艂u偶alczo艣膰:

 

Zostali przyj臋ci z honorami, a Urumba sam ich zapyta艂 o z艂oto, oferuj膮c za kolejny woreczek kruszcu ju偶 nie jedn膮, ale a偶 trzy siekiery: mia艂 ich sporo, postanowi艂 bowiem - jak i inni Umbowianie - porzuci膰 trudn膮 samowystarczalno艣膰 (trudn膮, bowiem opart膮 o wysi艂ek zabiegania o wzgl臋dy innych), na rzecz 艂atwych - za spraw膮 z艂ota - po偶ytk贸w ze specjalizacji (ju偶 bez zb臋dnej - zdawa艂oby si臋 - troski o to, czy si臋 jest, czy nie jest, nadal lubianym przez innych...).

 

I tak dalej, i tak dalej...

 

Niepostrze偶enie, naturalne spoiwo Umbowian – jakim by艂o zamienianie si臋 na dobra (tj. cz臋艣ciami 偶ycia), zosta艂o zast膮pione namiastk膮 - wymienianiem cz膮stek 偶ycia na z艂oto (gorzko ocenionym w porzekadle: "wymieni艂 stryjek, siekierk臋 na kijek...").

 

Zwietrza艂a wi臋c zaprawa, obluzowa艂y si臋 ceg艂y, i run膮艂 DOM wolnych Umbowian... Z gruz贸w za艣, posklejanych tym偶e z艂otem, wybudowano monstrum: WI臉ZIENIE, z celami, regulaminem, i nadzorc膮...

 

Raz puszczone w ruch przez garstk臋 nielubianych, z艂ote ko艂o kr臋ci si臋 do teraz, a pozorny blask jego wiruj膮cej tarczy o艣lepia wci膮偶 ludzi, kryj膮c przed nimi inny, prawdziwy 艣wiat, i inne, prawdziwe problemy: doczesne i wieczne.

 

Reasumuj膮c:

 

         Tak oto powsta艂y pieni膮dze, czyli wypo偶yczane od/przez Nielubianych ich unikalne narz臋dzia, pozwalaj膮ce innym na pozornie bezpieczne, i 艂atwe, zast臋powanie uci膮偶liwo艣ci w艂asnej pracy - efektami dobrowolnej pracy cudzej (tj. na kompensowanie w艂asnych niedobor贸w - cudzymi nadwy偶kami).

 

Tak w艂a艣nie narodzi艂a si臋 pot臋ga Nielubianych, mog膮cych od tamtego czasu, po dzi艣 dzie艅 - zupe艂nie bez trudu, ZA DARMO, moc膮 monopolu na kreowanie pieni臋dzy (tj. np. na posiadanie z艂ota, lub na druk banknot贸w...) - zaspokaja膰 wszelkie swe zachcianki, i otrzymywa膰 od ka偶dego wszelkie towary, a w praktyce: wszystko to, co im akurat by艂o, i jest, do 偶ycia, i do ekspansji, potrzebne!

 

Tak te偶 wygl膮da艂y pocz膮tki trwaj膮cego po dzi艣 dzie艅 niewolnictwa, czyli podzia艂u ludzi na rz膮dz膮cych i rz膮dzonych (z nasuwaj膮c膮 si臋 analogi膮 do innego, znanego z biologii, charakterystycznego zestawienia: paso偶yty/偶ywiciele), oraz gospodarki towarowo-pieni臋偶nej (ja艂owej krz膮taniny specjalist贸w, handlarzy i urz臋dnik贸w).

 

Innymi s艂owy, tak w艂a艣nie si臋 zrodzi艂a dobrze ka偶demu znana wsp贸艂czesno艣膰, wraz z polityk膮 - cynicznym procederem dezorientowania ludzi (odwracania ich uwagi), i w艂adz膮 - podst臋pnie zagarni臋t膮 (przez mniejszo艣膰) cudz膮 moc膮 偶yciow膮 (wi臋kszo艣ci).

 

Nie rozumiej膮c pocz膮tk贸w i istoty wsp贸艂czesno艣ci, nie rozumie si臋 te偶 i w艂asnego 偶ycia, w t臋 wsp贸艂czesno艣膰 ca艂kowicie wplecionego.

 

A nie rozumiej膮c 偶ycia, nie mo偶na nim szcz臋艣liwie, tj. dla w艂asnego dobra, skutecznie pokierowa膰." 

 

 

Dlatego Mistrz zezwoli艂 na publikacj臋 tej prostej opowiastki, licz膮c na to, 偶e - by膰 mo偶e - pozwoli ona cho膰by paru osobom na szybsze uporanie si臋 przez nie z ich ewentualnymi rozterkami: 偶yciowymi, 艣wiatopogl膮dowymi, i moralnymi.

 

Bowiem to, i tylko to (rozpraszanie w膮tpliwo艣ci), jest jedyn膮 intencj膮 Mistrza, przy wszelkich Jego wypowiedziach, kierowanych do PT Poszukuj膮cych.



Dodano: 2006-02-13 00:52:41

Nawi膮zanie do wsp贸艂czesno艣ci

呕yj膮c we wsp贸艂czesnej gospodarce towarowo-pieni臋偶nej, cz艂owiek znajduje si臋 w nienaturalnej sytuacji, w kt贸rej jego w艂asne powodzenie zale偶y od cudzego niepowodzenia (od niepowodzenia innych ludzi).

I tak, np. lekarze 偶yj膮 z chorych, policjanci - z przest臋pc贸w, nauczyciele - z uczni贸w, szefowie - z podw艂adnych, itd. Im gorzej jest tym drugim, i im jest ich wi臋cej - tym lepiej jest tym pierwszym, bo tym trwalsze, cz臋stsze, i obfitsze s膮 ich profity.

Generalnie, eksploatuj膮cy 偶yj膮 z eksploatowanych, solidarnie uniemo偶liwiaj膮c im zmian臋 sytuacji na lepsz膮, starannie dbaj膮c o ci膮g艂e uzale偶nianie ich od siebie, a konkuruj膮c mi臋dzy sob膮 tylko o wy偶sze miejsca w hierarchii eksploatator贸w.

Sytuacja taka jest m.in. dlatego nienaturalna, poniewa偶 w istocie prowadzi do utrwalania i upowszechniania patologii (krzywdzenia bli藕nich): lekarze sprzyjaj膮 chorobom, w艂adza - demoralizacji, nauczyciele - niewiedzy, prze艂o偶eni - s艂u偶alczo艣ci (a nie, np. kompetencji personelu), itd.

Innymi s艂owy, jest to niepokoj膮ca rzeczywisto艣膰, w kt贸rej cudze powodzenie jest zapowiedzi膮 mo偶liwo艣ci zagro偶enia dla powodzenia w艂asnego, i dlatego ka偶dy ka偶demu ci膮gle we wszystkim przeszkadza: w rozwoju, i w codziennym 偶yciu (homo homini lupus est, co znaczy: cz艂owiek cz艂owiekowi wilkiem).

Nieliczni, kt贸rych uwiera jarzmo eksploatacji, lub kt贸rym przeszkadza stan ci膮g艂ej konkurencji, poszukuj膮 wyj艣cia z tej sztucznej sytuacji, d膮偶膮c do znalezienia si臋 w sytuacji naturalnej: w kt贸rej w艂asne powodzenie zale偶y po prostu tylko od w艂asnego powodzenia (m.in. od w艂asnego post臋powania i zachowywania si臋), i w kt贸rej pomaganie znajomemu - np. s膮siadowi lub kuzynce - jest czym艣 ca艂kowicie bezpiecznym, i zawsze korzystnym.

I w艂a艣nie jedn膮 z wielu dr贸g, prowadz膮cych do tego wyj艣cia, jest buddyzm ZEN.

Za艣 Szko艂a ZEN saute jest tylko jedn膮 z wielu, bardzo wielu, szk贸艂 my艣lenia i post臋powania, odwo艂uj膮cych si臋 do nauk Buddy, w fascynuj膮cym niekt贸rych procesie rozwi膮zywania zagadki istnienia: 艣wiata i siebie.



Dodano: 2004-10-10 22:39:38

Archiwum ...

Szko艂a archiwizuje z艂o艣liwe emaile od PT Odwiedzaj膮cych stron臋 ZEN saute, i tworzy z tej poczty list臋 przeboj贸w, umieszczaj膮c na topie najbardziej zajad艂e z nich.

Zdumiewaj膮 gniewne, cz臋sto wulgarne, wypowiedzi tych Go艣ci, kt贸rzy jeszcze nigdy si臋 nie skontaktowali: ani z Mistrzem (a Mistrz - z nimi...), ani w og贸le ze Szko艂膮 ZEN saute (a Szko艂a - z nimi...), i kt贸rzy wi臋c z pewno艣ci膮 niczego konkretnego po prostu nie wiedz膮: ani o Szkole ZEN, ani o samym Mistrzu.

Teraz, od grudnia 2006r., nie cytujemy ju偶 tych 偶enuj膮cych wypowiedzi, i nie pi臋tnujemy pluj膮cych nimi "m臋drc贸w"... Albowiem ich liczba ostatnio znacznie zmala艂a, w praktyce - do zera, i zjawisko przesta艂o ju偶 zas艂ugiwa膰 na jak膮kolwiek uwag臋.

Archiwum jednak偶e wci膮偶 istnieje, a jego zawarto艣膰 jest - jak ka偶de zreszt膮 zdarzenie fizyczne - zbiorem wiecznych przyczyn, maj膮cych sw贸j zindywidualizowany wp艂yw na losy ka偶dego autora tych starannie skatalogowanych, specyficznie agresywnych wynurze艅.



Dodano: 2004-12-29 00:17:11

Zamiast koanu

Cz臋sto u偶ywa si臋 s艂owa r贸偶nica.

Jak wi臋c, i po co, odpowiesz na pytanie:

Co to jest r贸偶nica?



Dodano: 2004-10-10 14:47:02